KOCIA SESJA: WILLIAM, MILOU, BOLEK ;)

Czy można ich nie kochać???

Reklamy

TEORIA SPISKOWA

FAKTY:

  1. kot podrzucił mi piłeczkę w momencie, kiedy najmniej się spodziewałam tego ja oraz moje żebra;
  2. zrobił to w miejscu, gdzie podłoga jest najbardziej twarda;
  3. wiedząc, że mam kości uszkodzone, kitra się nocą pod łóżko z gracją oraz ewidentną perfidią;
  4. niezaprzeczalnym faktem są lecznicze właściwości kociego futerka. Kochane i grzeczne, oraz pragnące dobra i zdrowia swych pań koteczki, namiętnie wylegują się na obolałym miejscu żeby ulżyć i przyspieszyć proces gojenia. William zdaje się kompletnie o tym zapominać.

KONKLUZJA:

Robi to wszystko specjalnie, żebym jak najdłużej siedziała z nim w domu, nie zakraplała go, nie wyciągała spod łóżka ani nie robiła nic, co dezintegruje jego spokój. Położył sobie mnie na kanapie, żebym przypadkiem się nie ruszała, a sir arystokrata mógł przychodzić na mizianie kiedy właśnie jemu się zachce. Czuję się zniewolona przez własnego Kota!!!

p.s. spisek z Joanną – ona siedząc w domu też pragnie mojego towarzystwa. Kibicując Kotu, śpi jak zabita, kiedy próbuję w nocy wyciągnąć go spod łóżka na zakraplanie. Mam w domu dwóch małych spiskowców. I tyle.

FIKU MIKU…

Urocze moje maleństwo podłożyło mi … hmm… piłeczkę… Stąpając pewnie po panelach, nie zauważyłam okrągłego przedmiotu zalegającego na trakcie. Nie ostrzegł mnie nawet umieszczony w ażurowej konstrukcji dzwoneczek. Grzmotnęłam zdrowo, wywinęłam orła, zaliczyłam glebę… Żebra jęknęły głucho wydając ostatnie tchnienie i pękły. Koteczek podniósł zdziwiony głowę i sprawdził delikatnie swą słodką łapeczką, czy aby na pewno nie ucierpiała jego drogocenna zabawka. Na mnie futro spojrzało z dezaprobatą. Tak. Powinnam zdecydowanie bardziej uważaj gdzie chodzę…

Ale czy patrząc na słodkiego koteczka ktoś jest w stanie posądzić go o zamach na moje życie???

2+1 (My) + (Ona)

W naszym małym światku, pojawiają się ostatnio Małe Kobiety. Mała Milou i mała Joanna. Koteczka wdarła się w nasze życie drąc się na śmietniku, a 150 cm Joanny stanęło w drzwiach z torbą większą od niej, oraz nadzieją na lepsze jutro równie wielką co torba. Futro łypnęło z kanapy i specjalnie się nie przejęło, bo w naszym domu często się ludzie przecież przewijają, a poza tym na ekranie odbywała się właśnie nader interesująca strzelanka. Ponieważ jednak po kilku dniach, mała blondynka nadal szwęda się po mieszkaniu, William postanowił bliżej przyjrzeć się nowemu zjawisku. Przede wszystkim blondynka  zaanektowała do spania ulubiony mebel wypoczynkowy arystokraty co niespecjalnie mu się spodobało. Na dodatek blondynka permanentnie zaczepia futro, a później kwiczy i prycha jak futro odwzajemnia się tym samym. Blondynka piszczy na widok futra i mówi, że jest przepiękniaste, a kiedy futro chce się pokazać z jak najlepszej strony, blondynka wydaje się nie doceniać futrowej kreatywności. Taki na przykład spektakularny skok z drapaka prosto na plecy blondynki kończy się jej wrzaskiem i stanem przedzawałowym. Futro nie wydaje przecież przy tym bojowych okrzyków Apacza, więc w tej sytuacji reakcje blondynki są grubo przesadzone. Blondynka nie zna się również kompletnie na psychice dojrzewającego koteczka. Może dlatego, że twierdzi, że na mężczyznach też się nie zna. Ale chyba literaturę jakąś czytała, więc powinna wiedzieć, że Prawdziwy Koci Mężczyzna Poluje. Jak nie ma gryzoni, to zostaje na przykład blondynka, bo wiadomo, że mnie nie zaatakuje zgodnie z regułą „nie kąsaj ręki, która Cię karmi”. Blondynka jednak tych prostych zasad zdaje się nie percepować i wielce jest zdziwiona za każdym razem, kiedy Arystokrata wyrusza na łowy. Dlatego, też futro postanawia czasem gościa zignorować, atencję swą przelewając na mnie. Robi to uroczo, ale również wrednie, łamiąc tym samym serce Joanny i doprowadzając ją do myśli najczarniejszych. Bawi się również wręcz profesjonalnie emocjami J. raz w ogóle nie zwracając na nią uwagi, później rozdrapując ją do krwi, aby na koniec w zupełnie naturalny sposób zlec na jej kolanach z radosnym i ufnym terkotem. A mówią, że to kobieta jest tajemnicą…

PROSTO Z FRONTU

Przerwa w zdawaniu blogowych relacji spowodowana była lekkim zamieszaniem w naszym i tak już chaotycznym świecie. Przede wszystkim zupełnie niespodziewanie zostałam dokocona. Koteczka roboczo nazwana Małą Mi, została oficjalnie mianowana  Milou i stała się mieszkańcem naszego bloku. Docelowo śmietnikowy wyrzutek będzie umilał czas Sir Williamowi, o ile arystokrata nie przeznaczy go akurat na drzemkę. Obecnie urocze niemowlę przebywa na IV piętrze, pilnowane przez 3 sąsiadki, 1 sąsiada, 4 koty i 2 psy. Milou ma ok. 3 tygodni, wciąż błękitne oczy i piękne futerko, które na razie jest jeszcze puchowe. Dzielnie ciągnie mleko z pipetki, uczy się chodzić i mruczeć, powodując u obserwatorów niekontrolowane wybuchy śmiechu przeplatane z jęczącym „iiii, jaka słodka”; „uuuu, koteczek najuroczywszy” czy „no jaka dzielna tygrysica” (to najczęściej, kiedy uda jej się zaatakować pluszowego króliczka). William wyłączony jest z życia Milou, ponieważ przechodzi rekonwalescencję i wciąż dostaje antybiotyk, a kocię za małe jest na szczepionki i odrobaczanie. W Rudym łepku pojawiła się już chyba jednak myśl o współlokatorze, bo razem byli u veta i Williamek niespokojnie spoglądał na miauczący kocyk, nad którym jego dotychczas ukochana pani rozpływała się z czułości. Siadamy wieczorami na kanapie i tłumaczę Futru, że nikt nie zagraża jego pozycji i że przecież zawsze będzie moim ukochanym koteczkiem, ale jakoś chyba nie do końca mi ufa. Mam jednak nadzieję, że jak tylko malutka tricolorka przepakuje się piętro niżej, w egzotycznym arystokracie obudzi się instynkt starszego brata. Jak również liczę na to, że będę miała wciąż gdzie mieszkać….

TERAKOTA ŁAZIENKOWA

Ostatnio Williamek uwielbia towarzyszyć mi przy porannej toalecie. Nie zrażony exploruje przy okazji wszystko co się da. Korzysta jak może, bo z reguły łazienka jest dla niego zamknięta. Dzisiaj koteczek postanowił sprawdzić, co to jest wanna. Podejrzewam, że po wstępnej analizie terenu, pojawiło się w rudym łepku pytanie, dlaczego to cholerstwo; jest: a) takie wysokie, b) śliskie, c) po co w ogóle zajmuje miejsce? Wskoczył na rozwieszony na wannie ręczniczek i nieoczekiwanie rozpoczął spektakularny zjazd. W akcie rozpaczy i ratowania tyłeczka przed obiciem, próbował złapać się pazurkami za brzeg wanny, ale wstrętna glazura nie przytuliła do siebie rozpaczliwie szukających oparcia pazurków. Tym razem, nie z prędkością światła, ale jakby w zwolnionym tempie, koteczek znów zaliczył bliskie spotkanie z płytkami podłogowymi…

Skonfundowany wyraz pyszczka i smętnie opuszczone uszka wywołały u mnie niekontrolowany atak śmiechu. Śmiertelnie obrażony Kot, powłócząc wąsami oddalił się do koszyczka, zerkając z dezaprobatą na krztuszącą się ze śmiechu Kobietę, którą jeszcze parę minut wcześniej kochał, a która swym rechotem wbiła mu nóż prosto w zawstydzone serce.