Jak One wykończyły Go

Narzędziem zbrodni, jak widać – bardzo skutecznym, okazał się niezwykle popularny komunikator. On po kilku godzinach bezskutecznych prób namówienia Onej na udanie się na spoczynek, nacisnął enter i zasnął. Otóż właśnie. Enter i voilla 😉

Dlaczego w niedzielę rano tak trudno pisać bloga…

NieBajka

Nie tak dawno temu, w dużym mieście, na zielonym osiedlu w całkiem przytulnym mieszkaniu mieszkał sobie Kot ze swoją Oną. Ona zawsze chciała mieszkać z Kotem, Kot miał natomiast stosunek dość ambiwalentny, zwłaszcza, że kiedy się wprowadzał był raczej w wieku oseskowatym. Ale skoro Ona tak bardzo się cieszyła i z tej radości niebywale Kotu nadskakiwała, Kot uznał sytuację za akceptowalną. Z czasem, Kotu zaczęło Onej brakować, kiedy wychodziła do pracy, więc wybiegał radośnie kiedy wreszcie wracała. Noc ciągnęła się bez Onej w nieskończoność, więc Kot postanowił ją skracać, budząc Oną zawsze wtedy, kiedy zatęsknił. Ponieważ Ona non stop do Kota gadała, Kot postanowił z grzeczności Onej odpowiadać, bo w końcu był arystokratą, więc pewne maniery go obowiązywały. Poza tym artykulacje Kota niebywale Oną cieszyły, tak bardzo, że rozmawiając przez telefon, kazała innym słuchać co też Kot opowiada. I tak sobie budowali swoją historię ciesząc się sobą, poznając się i rozumiejąc coraz lepiej.

Czytaj dalej

KotaKot

Jest zatem Kot. I jest również Kota. Kota jest mało empatyczna i w ogóle nie ma czasu. Chyba, że wieczorem. Jak Ona akurat czyta. To należy zamknąć Jej książkę, bo miłość jest podobno bezwarunkowa. Więc nie zna dnia ani godziny. Kota potrafi się rozmruczeć, potrafi się wydrzeć, potrafi wystraszyć. Wystraszyć się sama i wystraszyć Ich. Bo Ona najczęściej śpi jak spada jej na głowę doniczką, a Kot nie spodziewa się ataku jej szyklertowych łapek. Ale Kota przecież zawsze stara się uprzedzić , że przyszedł czas na zabawę. Chyba, że akurat zapomni. Co niestety często się zdarza. Bo w nowym mieszkaniu jest dużo nowych rzeczy. Rzecz jasna.

Kot z reguły wybiera jednak parapet. Aczkolwiek wielce jest zawiedziony, że jego pracochłonnie wypracowana teoria dostania się na miejsce drzemki – z podłogi na Oną, z Onej na biurko, z biurka na laptopa, z laptopa na półeczkę, z półeczki wreszcie na upragniony parapet – została w sekundę obalona przez Kotą. Kota bowiem ma system znacznie uproszczony – z podłogi na biurko z biurka na parapet. Czasem na mrucznięcie zahacza o Oną. Ale rzadko. Bo się spieszy.

Kot próbuje zachować spokój i się nie wtrącać. Kiedy Kota gruchocze, że się nudzi, Kot stara się milczeć. Mimo, że Kot nigdy nie był starszym bratem, przejął z godnością tę funkcję. Bo kiedy Kota już nudzi się aż tak, że zabiera się za laptopa Onej, która usiłuje właśnie pracować, zrzuca Onej ulubione parapetowo – półeczkowe gadżety, to Kot czuje się odpowiedzialny. Kot nadstawia swoje rude futro, Kot poświęca swoje egoztyczne kłaczki i udaje, że ta zabawa jest faktycznie fasynująca. Kot nawet biega. Kot prawie ż%^e sztuki walki demonstruje. Kot się stara.

Ona też się stara. Bo wkurzają Ją latające storczyki. Wkurzają objedzone kwiatki. Wkurza pobudka o świcie. Dużo ją wkurza…

Ale próbuje się aż tak nie irytować. Bo Kota była przecież intencją za wyzdrowienie Kota. Kot w zasadzie już zdrowy. Kota przecież nie jest złośliwa. Kota mrucząco rekompensuje straty. Kota Kotu krzywdy nie robi. Kot z Kotą próbuje się bawić. Na swój arystokratyczny sposób.

A Ona? Kocha Kota to wiadomo. Ale też kocha już i Kotę. Bo Koty tak mają generalnie. Bo nie sposób ich nie kochać. Bo inaczej przecież być nie mogło.

Ona nie zarzeka się, że często będzie pisać o Kocie i o Kociej, ale się postara. To tyle z frontu. Jej i Kotów. Na razie.