LOVE KROWE CZYLI FRUSTRACJA FUTER

Temat obiektu brytyjskiego nie liliowego zdaje się poruszałem niedawno. Zdaje się, że nawet optymistycznie byłem nastawiony. To się że tak powiem zdaje. Bo pewne jest, że przez latające i przylatujące obiekty brytyjskie jestem osaczany.

Że się zatem tak wyżalę:

obiekt brytyjski latający se pozwala. Pozwala se skakać i latać. Se skacze na szafy, na książki se skacze, se jak pchła skacze normalnie. I wszędzie jest. W szafie jest, w umywalce jest, jest też w wannie, pod wanną i czasem w lodówce jest. Nawet. Jest też rozhisteryzowany i rozdarty. Werbalnie. Bo tylko ją ledwie łapeczką słodką rudą podduszę i już się drze. Do podłogi futerkiem najpiękniejszym rudym cętkowanym przygwożdżę i już charkotem mi zabawę psuje. A Ona oczywiście przylatuje i kazania mi prawi. Że Gandziutka malutka, że się boi, że delikatna taka. Że to, że tamto. Że dignity, że responibility. Gandziutka srutka, No .

Gorzej jeszcze się rzecz ma z obiektem brytyjskim przylatującym. Bo tu to jeszcze 8 godzin smarkulę szkolę jak sami jesteśmy. Przylatującego wyszkolić się nie da. Przylatujący jest coraz bardziej anektujący i tym samym przerażający oraz wkurzający żeby nie inwektywować bardziej.

Bo tak:

Ona wraca z pracy i pierwsze co, to mail. Drugie co, to „cześć metki”, trzecie co, to zbliża się do lodówki i już jest szansa na jedzenie kiedy dzwoni telefon. I się zaczyna” Darling srarling, bejbe srejbe i takie tam. Już się nawet liliowa wkurza, ale pewnie rozumie z tego titu titu więcej ode mnie.

Bo my to się proszę Państwa boimy powiem szczerze. Bo oni knują coś podstępnie. I już znowu było „can’t wait to see you next week”. No jak często ten przylatywacz może tu bywać?!

A co gorsze. Oboje proszę Państwa mamy czipy. I liliowa usłyszała coś w sensie cats, passprots, would be great, by car… Ja się na językach nie znam , poliglota nie jestem, ale to nepokojące jest.

Bo love lovem ale żeby to nam przypadkiem nie zdezintegrowało. Rzeczywistości nie zdezintegrowało, bo kwestie spania to już nam dezintegruje. Chociażby.

A ostatnie w ogóle co Ona wieczorem robi, to mizia. Telefon mizia. Srizia.

Miss you, sris ju. Good night, srajt.

Brytyjska inwazja proszę Państwa. I to się może źle skończyć. Onegdaj na polskich ziemiach germanizacja postępowała, teraz się brytyzacja zaczyna. Z resztą, jak zwał tak zwał. Ja tylko delikatnie proszę Ją na ziemię sprowadzić. Coby na tej angolskiej chmurce za bardzo nie odleciała.

William.

Reklamy

Dżentel Man

Jakby Jej mało było miauczącego z podobno brytyjskim akcentem, szarego zdecydowanie, futra z metką, przygruchała sobie kolejny brytyjski obiekt westchnień werbalizujący angielsko z akcentem BBC English. Obiekt raczej bardziej mruczący niż miauczący. I bardziej ludzki jednak niż koci. I bez metki. Chociaż w sumie kto go tam wie.

Czytaj dalej

Dżentel Man

Jakby Jej mało było miauczącego z podobno brytyjskim akcentem, szarego zdecydowanie, futra z metką,  przygruchała sobie kolejny brytyjski obiekt westchnień werbalizujący angielsko z akcentem BBC English. Obiekt raczej bardziej mruczący niż miauczący. I bardziej ludzki jednak niż koci. I bez metki. Chociaż w sumie kto go tam wie.

Czytaj dalej

Podsumowanie

Rok minął odkąd mieszkamy razem. Rok, odkąd blog działa. Czas na podsumowanie, czas na zmianę, czas na małą reorganizację. W kolorowym mieszkaniu na zielonym osiedlu nadal mieszka kocur rudy egzotyczny cętkowany. Nadal mieszka ona. Nie ruda i nie cętkowana. W kolorowym mieszkaniu mieszka również kota liliowa (kocur twierdzi, że to dość ryzykowne nazywać ją liliową) brytyjska. W kolorowym mieszkaniu pomieszkuje też od czasu do czasu brytyjczyk, który jednak kocurem nie jest, choć czasem zdarza mu się mruczeć.

W kolorowym mieszkaniu tłoczniej się zrobiło i bardziej emoconalnie. Bo czasem rozkosznie mrucząco, czasem płaczliwie miaucząco. Jak to w życiu. W ramach jednak akcji edukacyjnej kolektywnie postanawiamy dopuścić do głosu również kotę brytyjską. Werbalnie jest jeszcze słabo skoordynowana, ale będziemy nad tym pracować.

Kocur rudy cętkowany egzotyczny wychowuje ją po kociemu, ja za pomocą spryskiwacza. Żadne z nas nie osiąga jednak zaadowalających efektów pedagogicznych. Może zatem przy pomocy słów, kota nabierze manier. W końcu metka zobowiazuje. Zatem informujemy, iż do grona istot werbalizujących się na blogu dołącza kota brytyjska.

Brytyjczyk na razie nie dołączy bo się wkupić w łaski musi i przejść przez pierwszy level kursu naszego języka ojczystego.

Liliowa ściema. KONKURS!

Jasne. Że podobno liliowa i na dodatek brytyjka ponoć i niby z metką. Jasne. Szara masa nie liliowa. Szary ma nos nawet, Tyle tej szarości na niej, że na właściwą substancję szarą juź nie wystarczyło. Oszołom smarkaty no. Skacze, lata, pełen odpał. Zero szacunku dla starszyzny, zero respektu dla mnie, jedynaka, rezydenta. VIP’a.
Mruga, miałczy, się ociera. Udeptuje ugniatuje i ONA głupieje. ONA titutuje i gandziuje. Zupelne jakby sobie tą gandzitkę cichaczem gdzieś przyjarała. Ja to spryskiwczem dostwawałem jak na stół wchodziłem, a tu podobno się zapodział gdzieś. Jasne.
Jedzonuszko, mleczuszko kocie, sritu titu, słabo się robi.

Czy ktoś ma pomysł jak pozbyć się zupełnego szarego, do niczego nie potrzebnego zwierzęcia futrzanego. Małego i tylko generującego koszty? Miałczącego i pozbawionego poczucia kociej godności? Dla tego, kogo pomysł będzie najbardziej skuteczny – przewidziana nagroda.
Termin: ASAP!
William only and the only one.