I SKOK I SKŁON I PAD. DAWAJ LILIOWA!

No się zmartwiłem. Liliowa niby kobieta, a w lustro nie patrzy. Śliczna to ona może jest, ale jak jej się te paciorki w szarą sierść zapadną to ze śliczności nici. Kulka zostanie i zamiast obchodzić z obrzydzeniem będę musiał przeskakiwać. Coś trzeba zrobić. Jej nie było, to poglądowo TV pooglądałem i mnie zainspirowało. W końcu kreatywni jesteśmy, że hej! Liliowa musi poćwiczyć!

Zacząłem dziś rano. O 4.30.

Najpierw brzuszki. Brzuszki polegają na tym, że przygniatam Liliową, a ona usiłuje się wydostać. Przygniatam tak zmyślnie, że nawet czasem mięśnie skośne poćwiczy. Kiedy zaczęła stękać na mój znak ruszyliśmy na kanapę. Wskok, zeskok, wskok, zeskok, jak jej się nudziło to dostawała po nosie.

Zmęczyła się i zwiała do kuwety. Jakby nie wiedziała, że ruch pobudza perystaltykę. Więc żeby nie tracić czasu zsadziłem się na nią i jak tylko wyszła wylądowałem jej na karku. Niech lasia mięśnie grzbietu poćwiczy. Rundka do przedpokoju i nożyce przednie na drapaczku. Raz, dwa, raz, dwa. Liliowej się łapki plątały, ale dzielnie drapała. Poźniej łazienkowa ścieżka miała być, ale Liliowa odpadła na wannie.

W sumie prawie odniosłem sukces. Połowiczny. Bo jak pojawiło się śniadanie zeżarła świnia moją wołowinę!!!!!!!!!

I jeśli ktoś mi powie, że kobiety naprawdę chcą schudnąć i jeszcze pomoc chętnie przyjmują zamiauczę się na śmierć ze śmiechu pustego.