BO TO NA KONKURS I CO MYŚLICIE?

PYTANIE: jak wyglądałby świat gdyby rządziły nim kotyl ub kocice.

ODPOWIEDŹ: WOLNOŚĆ W OCZACH KOTA.

Było jedno z tych słonecznych, leniwych popołudni, kiedy nikomu nie chce się prowadzić polemik politycznych ani filozoficznych dysput, tym bardziej, kiedy chce się leżeć lub bujać się chce, lub robić jak najmniej pożytecznych rzeczy. Więc leżeli sobie i bujali się, korzystając z okoliczności, że dzieci były w szkole. Z chwili, kiedy huśtawki były wolne, bo później to już się nie godzi, a poza tym dzieci lubią huśtawki, a oni lubili dzieci. Więc się bujali.

Czytaj dalej

JAKBY

Jakby Willutek zrobił kółeczko to by był Mozilla Firecat. – powiedziała Blondyna.

Jakby Liliowa zrobiła kółeczko, to bym musiał skoka zrobić konkretnego, bo obejść byłoby za daleko – powiedział Willutek.

Jakby Blondyna zrobiła kółeczko – byłoby więcej miejsca w łóżku dla kotka. Pomyślał Kotek Rudy.

Jakby Basia zrobiła kółeczko – by mogła nie wstać w związku z zastygnięciem mięśni – powiedziała sama Basia.

A Blondyna pomyślała, już tak sama do siebie, że kółko graniaste to w sumie było fajne.

I tak Se w kółko myśleliśmy. I trochę byliśmy skołowani. Na okrągło.

Salut Uroboros – spuentowala Blondyna, a Koty poszły spać zwinięte w kłębek.

KOTY

zdjęciuję czasem. Próbuję zrozumieć czasem. Przekonać próbuję czasem, że chora znaczy nie mobilna. Nie dociera. Nigdy. I zawsze jak wcielenia niewinności wyglądają. No!

NIGDY NIE WIERZ KOCIE…

No i przyciąłem blogowy jęk Szarej. Zaraz tam killer. Trochę kłaczków się posypało, ale to ja się nimi dławiłem, a ona przynajmniej lżejsza będzie. Bo futra ma co najmniej jakby na syberyjskie warunki była hodowana. O tłuszczyku nie wspomnę. Ha!

Leży se to szare rozwalone na kanapie i prowokuje. No prowokuje jak każda baba. Patrzy, oczy zmrużone, cyniczny uśmieszek pod nosem. Wibrysami wibruje i prowokuje. Łapki wyciąga, jęczy, no wyraźnie się nudzi. W punkcie widokowym się nic nie dzieje, a ona prowokuje. Poza tym rezydentem kanapowym jestem ja, więc niech smarkula spada. I ja tu w ogóle pierwszy byłem. Ona w łóżku, więc nici ze spokojnej drzemki w pościeli tym razem pomarańczowej. No, to skoro nudno, to trzeba trochę adrenalinkę podkręcić. Ona niech ma show, a Liliowa się przynajmniej przeleci chwilę.

Wszystko w dobrej wierze robiłem. Oj, że tam się trochę szarego futra sypnęło. Każdemu pazurkowi się zdarzy zahaczyć. A Szara się darła, bo to strachliwe jest i histeryczne. Przecież, że bym jej nic nie zrobił. W końcu to ja! Will, dignity i te sprawy. Wcielenie łagodności.

No ale teraz klops. Ona tuli roztrzęsioną Szarą, łypią na mnie obie złowrogo, a ja przecież chciałem jednej i drugiej rozrywki dostarczyć. Kot się tu stara, energię traci i co?! Żadnej wdzięczności. Baby. Cholera. Nie warto się poświęcać! Ot co!

Will.

WILLER KILLER RUDA WREDOTA!

To już nie jest trener. To już nie jest rezydent zasiedzenie i pierwszeństwo manifestujący. Ta Ruda Świnia chce mnie zabić! Tak, to piszę ja Liliowa. Ja roztrzęsiona, znerwicowana, potargana Liliowa, Gadem pieszczotliwie zwana.

Bo tak: Niech Was te słodkie maślane oczusie Rudego ( nie, nie złotego Abigail!) potwora nie zmylą. Leży se ta ruda kupa futra na punkcie widokowym i że niby taki zainteresowany przyrodą jest. Że na gołąbki patrzy, że fruwające listeczki obserwuje. Ta, obserwuje. Wytrzeszcz to to ma, że prawie te gały egzotyczne z orbit mu wyłażą. Ja cicho na kanapie, Ona w domu to przecież trzeba pozory zachować. Skoro dzień jest, to koty śpią, TAK?

ŚPIĄ!

Jednak zakuty rudy łeb tego nie przyswaja. A podobno starszy i podobno tą dignity to ma do perfekcji opanowaną. Ta. Żeby chociaż słowo perfekcja znał. Świnia. Ruda na dodatek. Wiadomo, rude to fałszywe. I głosić to będę głośno!

I teraz wszyscy wielbiciele Rudego się dowiecie. Dowiecie się co ta bestia malutkiej, cudnej liliowej koteczce zrobiła! Jak się na liliowe futerko targnęła. Wredna ruda kreatura!

Myślałam, że mu się na trening zebrało. Chociaż pora zaiste była dziwna. Nagle potwór wskoczył na kanapę i pacnął mnie w nos. To se myślę, dobra, chce zmienić miejscówkę, niech mu będzie, przejdę na fotel. Ale nie. Bo lezie za mną i jodłuje. Jak Bawarczyk po kilku kuflach. Więc przezornie się pod fotel wczołgałam bo pod łóżko już nie wchodzę, (swoją drogą co z niego za trener?!) a on za mną. I się zaczęło. Za nic! Nic nie zrobiłam! Żarcia jego dzisiaj nie tknęłam (przynajmniej nie na jego oczach wyłupiastych), owszem spałam z Oną, ale mu nie broniłam. Owszem oglądałam z Oną film w nocy ale dlatego, że chora jest i opieki potrzebuje. Ale on też mógł.

Wredny samiec, szowinista jeden, grzywkę mi zepsuł, w ucho ugryzł Rysio-Pysio głupi (już ja mu kiedyś te uszowe chwościki powyrywam!). Futra cennego przecież wyciągnął mnóstwo  i teraz marznąć będę. I nawet krzyczeć i błagać o pomoc nie mogłam bo za gardło mnie ten krzywozębny chwycił.

I jak ja mam być spokojna, jak ja mam flegmę brytyjską pielęgnować skoro ten egzotyczny szaleniec wszystkie zasady łamie?

Jak go tak kochacie to może łaskawie wyperswadujecie sir Williamos vel Kretinos , że się tak jednak liliowym mruczącym koteczkom nie robi, co?!

KOLORY

Kolory się przenikają.

Kolor różowy przenika szarą rzeczywistość. Koloru różowego jest wtedy spinka we włosach, kolory różowego jest różowy pen driver w kształcie świnki – prezent od przyjaciela. Koloru różowego są różowe tu-domowe skarpeto łapki przyjaciela i MP-3 też jest różowe, choć płynąca z niego muzyka różowo nie brzmi. Różowo nie nastraja też owa szara rzeczywistość, choć przyjaciele w bardzo kolorowym siedzą mieszkaniu. Żeby się zatem owa rzeczywistość zaróżowiła przyjaciele różowe wino piją przez słomki różowe, piją przez słomki żeby szybciej było różowo.

Liliowy kot obserwuje. Kot słomkę obserwuje, choć intuicyjnie chce żeby im było tym razem różowo. Więc kot za słomkę chwyta. Kot słomkę porywa Kot ze słomką balet ćwiczy, nie zważając na swoje obłości. Kot z różową słomką pomyka, Kot w rytm muzyki tańcuje. Kot nawet z zielonej kanapy spada żeby one wreszcie pewne kontrasty zauważyły.

One jednak piją różowe wino przez różowe słomki i o szarej rzeczywistości rozmawiają. I łzy przezroczyste ronią.

Kot liliowy zatem na powrót szarym się staje, bo szara ich rzeczywistość kota przytłoczyła. Kot zalega z różową słomką w zębach i tylko bursztynowe oczy kota szarzeją ze smutku, że rozbawić ich nie zdołał.

Do akcji wkracza więc kot rudy, który przez cały ten czas śnił kolorowo. Kot rudy napotyka leżącego kota szarego i o czarno wyglądającej sytuacji się dowiaduje. Kot rudy, jako że serce jego czerwonością miłości się żarzy, postanawia tęczę wyczarować. Tęczę kot rudy czaruje z połączenia rudego i szarego. Obydwu w prążki. Kot rudy miesza i szaleje. Zlewa się z szarym, raz jest na górze, raz na dole, raz z boku, raz u gardła. Kot rudy daje z siebie wszystko, napięcia nie eskalując żeby efekt był piorunujący. Kot szary rzeczywistością zmęczony daje z siebie również wszystko.

One różowe słomki gryząc, oczy zielone i błękitne wypłakując sączą wino różowe. I o rzeczywistości szarej rozmawiają. O Londynie ponuro nieokreślonym do którego jedna z nich i zieloną kanapę i kota rudego i liliowego zabierze.

Ale kiedy wyblakłymi od płaczu oczami na futra kolorowe spojrzą ich świat się rozjaśni. Kiedy na liliowego z różową słomką w zębach kota i na rudego z zieloną też w zębach i też kota spojrzą zrozumieją, że jakby nie było, dopóki jest liliowo-ruda mieszanka, rzeczywistość, nawet bez wina, jest różowa.