William

wracający z konsultacji w stolicy. zestresowany. i już dziś w trakcie dlugo zapowiadającego się leczenia.

p.s. to jedyne zdjęcia chorego Willa które wstawiam. Bo tym epatować nie lubimy

Wiara, nadzieja, miłość

Jest czasem taka Wiara, w to, że znajdziemy coś lub kogoś, kto nam życie rozświetli, kto będzie nas uśmiechał, do kogo będzie się można przytulić. Jest taka Nadzieja, że się ten ktoś pojawi naprawdę, że on już będzie zawsze i że z nim będzie różowo. Jest też taka Miłość, która podobno bezgraniczna jest.

Jest też życie, które to wszystko weryfikuje i nie zawsze przedstawia w świetle różowym.

I pojawia się wtedy Wiara w to, że temu, co się znalazł będzie można to życie rozświetlić i pokazać mu świat, który on przestaje widzieć. Pojawia się Wiara w to, że on zacznie się po swojemu uśmiechać do nas i będzie chciał, żeby go przytulać. Pojawia się Nadzieja, że on z nami zostanie, mimo wszystko. Nadzieja, że wystarczy siły, żeby się czuł jak w świecie różowym. Pojawia Miłość, owszem bezgraniczna. Miłość, która każe góry przenosić, która każe zrobić wszystko, żeby i Wiara i Nadzieja nie zniknęły.

Wierzę w to, że uda się Williamowe oko uratować. Mam Nadzieję, że choroba, która wraca – nie wróci już więcej. I ufam, że mam w sobie na tyle Miłości, żeby ten Smutek Koci do walki zmobilizować.

Mamy tu w kolorowym mieszkaniu tą magiczną trójkę. Kot William pełen jest Miłości. Kot Liliowy ma Nadzieję, że będzie znów normalnie. Ja, Wierzę, że to się po prostu uda.