Koteczki

Kotki wiosenne. Prawie pachnące 😉

koteczki wiosenne

Reklamy

Gadżeciarze

Targana wyrzutami sumienia, że Inne Futra mają takie fajne, a moje taki nie fajny, wyskrobawszy z konta ostatnie złotówki, zakupiłam drapak. Nie jakiś taki wielki bardzo, bo mieszkanie niewielkie, ale fajny. Dwupiętrowy, dwubudkowy, kolorowy. Git. Przywieźli. Przywieźli i drapak i wędkę i kocimiętkę. Full imprezowy zestaw dla wiosennie rozbudzonych kotków. Z wypiekami na twarzy zabrałam się za montowanie sprzętu. Kotki polegiwały nieopodal przypatrując się dość sceptycznie. Bo się bałagan zrobił, bo podłogę zaanektowałam, bo to nowe zaanektowało mnie, więc nici z zabawy, bo zapach nie ten, bo po co to, bo bez sensu w ogóle. Nie zrażona zdegustowanymi minami dokręcałam, przykręcałam, klnąc od czasu do czasu. Zielono brązowe cudo stanęło w końcu, stabilnie i prosto. Koty ani drgnęły.
Oswoją się, przyzwyczają, będą zachwycone. Żeby koteczki rozbawić wzięłam nową, wypasioną, śliczną, no, zabaweczkę. Pomajtałam przed zblazowanymi noskami. Nic. Zero. Koty oślepły, kotom się sensory zepsuły, apatyczne Futra patrzyły coraz bardziej pogardliwie, rzekłabym, że wydymając swe metkowe usteczka.
Wzrok mój przykuła kocimiętka. No tak! Dopalacza im potrzeba! Podsunęłam ziele pod mordki i tym samym przegięłam na całej linii. Kot William zabiwszy mnie spojrzeniem, prawie zdrowych oczu, prychnął, kichnął i się wyniósł. Liliowa, oprócz standardowego zachowania kota oburzonego, dała upust swej frustracji i ziele demonstracyjnie zakopała, po czym z zadartym ogonem podążyła za Rudym, komunikując „sama se weź i drap to COŚ, a jak chcesz zrób se jointa z tego ziela, może ci się zachce bawić Tym Czymś”.
Nie minęło parę minut, koteczki wróciły, po czym pobiły się o karton, który został po drapaku „bo to najfajniejsza miejscówka i zabawownia”, „stoczyły również walkę o to kto się będzie bawił koralikami moimi naszyjnymi, po czym kolektywnie zawisły na starym drapaku, z którego w zasadzie została już tylko nazwa.
Nowy drapak został przestawiony do przedpokoju i owszem, kot William czasem z niego korzysta, bo ma bliżej do lustra w którym z wielką atencją się sobie przygląda.
No, to mi się trafiła arystokracja zafascynowana nowymi technologiami.

P.s. zdjęć nie ma. Bo co ja będę sam drapak fotografować. Chyba, że zrobię jednak tego skręta z kocimiętki;)