Gandzia w dialogu

Rozmowa nr  1:

Ja: Mamo, Gandzia śpi już tylko na kanapie. No nie mieści się na budce od drapaka.

Mama: Spada?

Ja: No. Spada. Trochę się rozlewa.

Mama: to przywoźcie ją  Kochanie na weekendy. Będę z nią chodzić na kijki.

Gandzia: W lodówce jest moja puszka, zapomniałaś.

Rozmowa nr 2:

Gandzia wkłada głowę pomiędzy moje biurko, a szafkę.

ILC (przerażony) : Basia, zobacz…

Ja (przerażona) : o cholera!

Gandzia: Ja tam CHCĘ!!!

ILC: Moja mama mówiła, że jak przejdzie głowa, przejdzie i reszta.

Gandzia (zaklinowawszy się) : Nie przejdzie!

Morał: włożona w szczelinę głowa do której przynależy obfite ciało kota, nie przechodzi.

Tyle.

Rozmowa nr 3:
ILC (łaskotany przeze mnie) : Basia, no i spadnę zaraz z krzesła i przez sufit zlecę do tej głupiej sąsiadki.

Ja (refleksyjnie): no wiesz, Gandzia spada i się nie przebija. To się nie martw.

Gandzia: FOCH.

Mgła part 2.

Mefi otworzył rano oczęta i miauknął z niedowierzaniem. MLEKO! Wszędzie MLEKO. Cały świat zalany mlekiem. Cudownie. Będę pił, chłeptał, tarzał się, rozlewał i kąpał niczym Kleopatra. Mleko. Cud środowy. Lepiej niż w Kanie Galilejskiej. Usiadł rozmarzony na parapecie i postanowił rozpocząć konsumpcję. Próbował językiem. Nie działało. Próbował ogonem. Nie działało. Próbował łapą lewą przednią i lewą tylnią. Nic. Uruchomił łapy prawe. Nic.
Się Kot zasępił. Miauknął żałośnie. Coś bardzo było nie tak. Niby mleko, a nie mleko. I czegoś Mefiemu bardzo brakowało. Pokręcił się. Pomiauczał. Spróbował raz jeszcze uwierzyć w cud. Cudu nie było.
Skupił Kotek swój czarny łepek i zrozumiał. Ktoś mu wrednie wyłączył telewizję. Wszystkie programy. Discovery Gołąb przestał działać. Zaszumiało w klonie też się zepsuło. Canal Liść tylko szumiał. Nic Kotek nie mógł oglądać. Wielki ekran okazał się być bezużyteczny.
Wibrysy mu opadły, oczy zaszły łzami. Położył się Mefistofeles bezradnie na parapacie i po raz kolejny w ostatnim czasie, żałośnie miauknął mgłaaaaa.

20121114-151439.jpg

Za to.

Za to , że przywiozłaś mnie na wieś. Za to, że pozwoliłaś zostać z bardzo kochającymi ludźmi i niestety również z upierdliwym wyżłem. Za to, że wszystkie parapety są moje. Za to, że mam belki, antresolę, piwnicę i setki metrów do eksplorowania. Za to, że miska jest tylko moja. Za to, że z kuwety korzystam tylko ja. Za milion wiejskich atrakcji. Za spokój w łepku. Za radość w sercu. Za harce, w których nikt mi nie przeszkadza. Za bycie Jedynym Kotem W Domu – Kocham Cię i dziękuję.
William

20121113-153630.jpg

Zapobiegliwa.

Gandzia, jako nienaganna gospodyni, bardzo pilnuje żeby strawy było pod dostatkiem. Z pewnością, głównym powodem jej troski są zamieszkujące z nią pod jednym dachem osobniki płci przeciwnej. Mimo, ze zwierzakowo.pl zawsze pojawia się punktualnie, Liliowa jednak się martwi.

20121108-121018.jpg

Czarny Kotek.

Czarny Kotek, jak wiadomo, zakradł się do mojego serca podstępnie i na dobre w nim, tym sercu moim, zagościł. Bywają czasem parszywe poniedziałki, zdarza się, że pojawi się jeszcze bardziej parszywy wtorek. W ten bardzo parszywy wtorek, Czarny Kot robi wszystko, żeby trochę ten wtorek jednak odparszywić.
Poczynając od rana-postanowił towarzyszyć mi w kąpieli i zaliczył dość spektakularny zjazd do wanny wprost do piany o zapachu alg oraz morza. Odżywką pogardził ale pozwolił się wysuszyć. Suszarką się kot suszył, a raczej był suszony.
Nie pogardził natomiast wodą w szklance. Kłopotliwe okazało się jednak wyjęcie z tej szklanki głowy kota. Obyło się bez ran ciętych. Jego i moich.
Ponieważ mój nastrój nadal był nieprzysiadywalny, Kot postanowił przynieść mi chusteczki. Wszystkie. Wszystkie brudne. Z kosza w łazience. Następnie Kot dostał zawału i bez ruchu zaległ na mej obfitej piersi przez minut 20. Spojrzawszy na zegarek nakazał mi wyjście do pracy gdyż kończy się karma sucha. O mokrej nie wspomniał ponieważ chwilowo zadowala się tym, co uzyska z blatowo-stołowej rabieży.

Najmilszy Kiciuś pod słońcem, ot co.

20121106-121507.jpg