Still alive.

Drodzy Państwo. Blog zaczął się ode mnie ale to była tylko kwestia tego, że ktoś musiał wyjść z inicjatywą. To wyszedłem. Chciałem wyjść z bloga po angielsku i spokojnie na wsi odcinać kupony, a szare i czarne niech pracują na mnie. Się nie da. Podobno wizerunku mojego potrzeba. No dobra. Z okazji niedzieli swój wizerunek załączam.
W.

20140824-100905.jpg

Reklamy

Łzy.

W humorze dobrym wracałam rano do domu.
Nawet uśmiechnięta.
Uśmiech jednak zniknął, kiedy w samym centrum, przed księgarnią, przy torach tramwajowych, zobaczyłam Kota. Kotka w sumie. Dziecko kocie. Nieszczęśliwe i zamiałczane. Dobrze, że księgarnię wybrał. Ludzie, którzy kochają książki są dobrymi ludźmi. Dziecko kocie dostało ręcznik, wodę i jedzenie. Jak się jednak okazało, Kocie Dziecko dostało również od kogoś samochodem, dostało kleszcza za uchem i przypuszczam, że dostało też robaki. Panie z księgarni powiedziały, że do 14 się nim zajmą, ja – zająć się po 14 nie mogłam. Gad i Mefi w kawalerce z otwartą łazienką, a ja zaraz wyjazd. Kocie Dziecko się przytuliło.
Rozryczałam się.
Zadzwoniłam do straży miejskiej. Poczekałam 35 min. Przyjechali. Przesympatyczni kociarze. Przytulili Kocie Dziecko.
Przestałam ryczeć.
Chcieli od razu jechać do schroniska, ale przecież łapka zepsuta. Zadzwoniłam do naszego veta, który zawsze kocim nieszczęściom pomaga. Obiecał pomóc. Panowie obiecali zawieźć. Obiecali też zadzwonić do mnie co dalej z Kocim Dzieckiem.
Przed chwilą zadzwonił telefon. ” bo wie pani, to dziewczynka jest. I łapka będzie działać, tylko gips ma. I wie Pani, bo jak Pani tak nad nią płakała to ja zadzwoniłem do żony. I już jej nie wieziemy do schroniska tylko do mnie”.
No i teraz siedzę w pociągu i znów ryczę. Ale inaczej.
A to Kocia Dziewczynka.

20140823-150334.jpg

20140823-150526.jpg