KOT W WORKU

Nowy drapak. Šliczny wyczesany. W ogóle od ust sobie odejmuję żeby go kupić. I co jest najfajniejsze? Worek jest najfajniejszy. W worku się biega, w worku się ślizgi uprawia, z workiem się walczy, worek się gryzie i na worku się śpi. Siedzi się na worku też. Na drapak patrzy się z politowaniem i pogardą. My z Gandzią trochę jesteśmy przerażone dotychczasową pedagogiczną porażką.

20150721-192325.jpg

MRUCZYSŁAW. IN MEMORIAM.

To był niezywkły Kot. Kot z niebanalną historią. Kot, który znalazł w moim domu spokój, radość i szczęście. Kot z magią, potrafiący zinterpretować każdy mój nastrój. Kot, który przeżył fakt, że jego Pierwszy Człowiek go opuścił, a jednak wiary w człowieka nie stracił. Kiedy byłam chora – leżał na mnie próbując, chyba, wyciągnąć ze mnie chorobę. Kiedy płakałam, zawsze był blisko i zlizywał mi łzy. I tulił się. Bardzo. Mieszkaliśmy razem 4 lata. I widziałam jak Mruczysław się zmienia. Jak bardzo ufny się staje i jak bardzo jest Moim Kotem. Jak bardzo nie lubi zostawać sam w mieszkaniu z moimi Przyjaciółmi czy znajomymi, których, przy mnie, akceptował. Mruczysław dużo ze mną rozmawiał. Zawsze, kiedy wracałam do domu, opowiadał co działo się przez cały dzień. Długo opowiadał. Potrafił rozbawić i uśmiechnąć. Kot, który wywoływał skrajne emocje. Bo czasem miałam ochotę go zabić. Ale bardzo kochałam tego czarnego wariata. I pomimo tego, że kolejny czarny wariat ważący 600 g. Siedzi mi teraz na ramieniu i tak cholernie tęsknię za Mruczysławem. I odwiedzam go codziennie. I, choć może to głupie, posadziłam mu kwiatek. Bo zawsze lubił się nimi bawić. Jakoś nie potrafię pogodzić się z jego śmiercią. Nadal. Gandzia chyba też nie. Codziennie zapalam świeczkę i siadam z kieliszkiem wina tam, gdzie jest pochowany. Jeśli nie uważacie, że to infantylne może zapalcie dla Niego światełko i wypijcie wino lub aromatyczną herbatę. I uśmiechnijcie się do Kota. Kota, który dał mi wiele miłości, radości i pozwolił na odkrycie w sobie wielu emocji.

Lustro

Mia  przejrzała się w lustrze.  Przejrzała się i … zbaraniała. No tak. Kot zbaraniał. Odskoczyła robiąc spektakularnego fikołka. Sprawdziła czy wróg nadal jest w szafie. Im bardziej zbliżała się do lustra tym bardziej ON (ONA) tam był. Skonfundowany kotek walczył coraz bardziej zaciekle.  To coś, czarne , w lustrze nie pozostawało jej dłużne.                                                                                                                                                                                                                                   To coś czarne zbliżało się i oddalało proporcjonalnie do zbliżania się  i oddalania niezwykle inteligentnej koteczki. Koteczka schowała się zatem w misce z wodą. Czekam kiedy zobaczy coś czarnego w wodnym odbiciu.

Obserwujemy to wszystko z Gandzią dość zdziwione.  I zastanawiamy się kiedy przestaniemy tęsknić.

Mia

Jest maleńka. Tak maleńka, że boję się z nią spać żeby jej nie zgnieść.
Ciekawska. Bo nawet kartka papieru jest interesująca.
Problemem jest ogon. I Mija z ogromną determinacją usiłuje go złapać.
Śmieszna jest w tej swojej maleńkości. Ale i tak obie z Gandzią okropnie tęsknimy za Mruczysławem.

20150706-192701.jpg

Tęsknota

We mnie siedzi. Jak cholerny drudzik z miedzi. Siedziałam dzisiaj                                               kilka godzin przy miejscu, gdzie pochowany jest Mruczysław. Brakuje mi jego codziennego gadania. Brakuje tego jedynego w swoim rodzaju proszenia o „przytul mnie”. Brakuje spadania z parapetu. Brakuje zabaw z Gandzią. Mała Mi miała być lekarstwem. Dałam jej dom. Ale dom cholernie jest pusty bez Mruczka.

tęczowy most

Odszedł dzisiaj Mruczysław. Chciałam napisać długą notkę.  Ale jeszcze nie teraz. To stało się nagle i niespodziewanie. Zniknęło mi Kota. Płaczę.

Gandzia też.

I dopiero w następnym wpisie pokażę Małą Mi, która ma niecałe 3 miesiące i mieszka tu od kilku godzin.