W worku.

Kot. W worku. G wrócił z zakupami zatem zaowocowało to rozpakowywaniem, chowaniem oraz przetwórstwem. Torebka, taka foliowa, nadal była pełna. Pełna była Kota Czarnego. Przeliczywszy Koty w domu mam pewność. Na stanie jest jeden Kotek Szary na krześle. Jest też Kotek Czarny. W czarnej reklamówce. G zakupił zatem surówkę z marchewki. Kotka, kolejnego, Czarnego – nie.  

 

Serwis.

Przeczytałam przed chwilą artykuł podesłany przez Sis. Dowiedziałam się , w sumie tego co już wiem, że koty leczą. Artykuł tutaj : http://wiedzoholik.pl/naukowcy-wykazali-ze-koty-potrafia-leczyc-ludzi/ 

Co mnie jednak zastanowiło. Kiedy wróciłam z kuchni Gandzia leżała na jednym z komputerów, tym zawieszającym się najbardziej. Leżała i mruczała. I zejść nie chce. Felinoterapia komputerowa? Taki serwis w sensie? Zejdzie i komp będzie śmigał? 

  

Negocjacje.

Wieczór. Koty mogły balować przez całą noc. Koty jednak miały obrady i obmyślały szantaż kulinarny. Rada Starszych, czyli Kotek Szary, obserwowała z boku. Ze stoickim spokojem. Kotek Czarny nie bawiąc się w delikatne perswazje postanowił wyrazić roszczenia G. Twarzą w twarz. Zajęła odpowiednią pozycję i G. poległ z kretesem. Teraz  jak tylko wstanie, karmi Księżniczki. A Księżniczki dbają o to, żeby wstał. 

Dokumentacja z negocjacji, poniżej.