Gorzko

Był taki dowcip, o facecie i kocie. Nie pamiętam go dokładnie, ale chodziło o to, że kiedy ów facet ma coś przeciwko kotu, to należy zniknąć faceta. Nie kota. Mieliście kiedyś tak, że Wasz partner w niedzielę rano, w dość ważny dla Was dzień, bo coś tam – urodziny, imieniny, rocznica – zaczyna ów dzień od jechania po Waszych kotach? Że za dużo zabawek, za dużo miejsc do spania, za dużo w ogóle wszystkiego kociego? Że chyba nie rozumie, jak cudownym przyjacielem jest Kot. Jak bardzo, często, potrafi uratować życie? Jak bardzo ten Kot potrafi pocieszyć i być zawsze? Bez względu na wszystko.

I taki facet w tą niedzielę rano, najpierw przytula Waszego Kota, a potem jedzie, że Kot nie może dominować i z pewnością nie jest najważniejszy.

Jeden z niewielu wpisów w którym ekshibicjonizm emocjonalny obnażam. Ale właśnie dotarło do mnie, że kiedy ktoś, nawet bliski, próbuje zrzucić w kąt najbliższego Przyjaciela, który jest ze mną od lat, krew i łzy mnie zalewają.

I ten dowcip, którego nie przytoczę, bo w opowiadaniu dowcipów najlepsza nigdy nie byłam, jest, oprócz śmieszności, cholernie prawdziwy.