Oświadczenie

Czuję się bardzo nie bardzo. Sadness mnie ogarnęła. Depression wisi w powietrzu. Mimo, że spring za oknem. Bo ja rozumiem, że blog Rudy zapoczątkował, rozumiem, że zżyliście się z nim, a on wziął Was na litość. Bo oko, sroko, bo malutki, chorutki, no bidulek no. Ale się pojawiłam i nie, że atencji potrzebuję, nie, że o splendor się domagam, nie.
Są fakty. One z Wysp do najzgrabniejszych może nie należą. Może i Brytyjki zbyt urodziwe nie są. Może i o dietę bardziej dbać powinny. Ale polska kuchnia, nie fusion, najsmaczniejsza jest. One, jak wiemy, emocjami targane są. Targana emocjami Ona, pocieszenia szuka. Jeśli jedyny mężczyzna w zasięgu, wykastrowany jest, to Ona, Brytyjka, pocieszenia szuka w jedzeniu. Ona Brytyjka nie biega specjalnie, niskopienna jest raczej, bo wiadomo, fakty, a w faktach flegma. Brytyjska. Ale pokaże się zdjęcie Wilutka srutka i od razu lajki. I komenty. Pokaże się zdjęcie Brytyjki, to owszem lajk jest, ale MK rozumie, bo MK z nadbudowanym Ryśkiem mieszka i Ryśka nadbudowanego wspiera. Pokaże się zdjęcie Brytyjki i nic. Cisza, jak makiem zasiał. To ja oficjalnie unlika strzelam. Nie to nie, jak Rudy zaanektował bloga, to niech Rudy bloga czytających bawi. Niech wygina ciało rude, cętkowane, zdredowane. I erudycją swą epatuje. Ja chwilowo z bloga korzystać nie będę. Niech se Rudy poczytność zbiera. Spocznę w szafie na pidżamkach, krewetkę przekąszę. A blog z pazurem niech se będzie Willo-szowinistyczny. Zawsze mogę założyć liliową alternatywę. A Ryśka całuję. Mimo, że Rudy.
Gandzia. Kotka brytyjska liliowa.

kot brytyjski

Koty wiedzą

koty spią na łóżku

Koty wiedzą, kiedy mogą sobie pozwolić. Wiedzą, jak miauknąć, żeby zwlec z łóżka o 5 rano, bo zakrętka od wody wpadła pod kanapę, a to jest właśnie TA jedyna i niepowtarzalna zakrętka, idealna do zabawy o 5 rano. W sobotę. Koty wiedzą, jak należy spojrzeć, żeby skonany po pracy człowiek biegł do nocnego, bo przecież nie ma ani jednego kawałka wędlinki, żeby kot mógł się nią pobawić. Bo zjeść niekoniecznie. Koty wiedzą doskonale jak miauknąć, żeby przekonanemu o ich pełnych brzuszkach człowiekowi uzmysłowić, że ma schizofrenię i koty przecież jeść nie dostały, a że w worku puste są saszetki to się jemu, temu człowiekowi, wydaje tylko. Bo koty jeść przecież nie dostały. Koty wiedzą, jak drapnąć w drzwi żeby je wpuścić i jak po 5 sekundach drapnąć znowu, bo jednak nie w te drzwi miały być wpuszczone. W te inne, po drugiej stronie mieszkania.
Ale koty wiedzą też inne rzeczy. Koty wiedzą, kiedy bumsnąć, bo człowiek jest smutny. Koty wiedzą, kiedy show zrobić, bo człowiek nie uśmiechnięty jest. Koty wiedzą, kiedy spać z człowiekiem, bo rozpaczliwie człowiek kogoś żywego w nocy potrzebuje. Koty wiedzą, kiedy położyć łapkę na ramieniu człowieka, który za rękę, w milczeniu kogoś trzymać chce. Wiedzą, kiedy człowiekowi mruczeć do ucha, bo człowiek marzy o tym, żeby usłyszeć więcej, niż tylko kolejną płytę z kolekcji smooth jazzu. Koty wiedzą, kiedy usiąść naprzeciwko człowieka, i patrzeć na niego mądrymi oczami. Patrzeć i siedzieć razem. Bo wiedzą, że czasem, takie we trójkę posiedzenie, w milczeniu, znaczy dla człowieka więcej niż dwa miliony słów.

Nie ma tego złego…

Bo tak. Kiedy już uporaliśmy się z emocjami nader burzliwie w ostatnich dniach się kotłującymi, skonstatowaliśmy racjonalnie i kolektywnie, że nie ma w sumie tego złego, co by nam na dobre nie wyszło.
TCNK wykolegowawszy się od nas, spokorniał jakoś post factum, ale my postanowiliśmy, rzecz jasna kolektywnie, focha zarzucić na trochę jednak dłużej.
Bo tak – wodę do picia odkręcam ja – przy której Liliowa czuje się zdecydowanie bezpieczniej niż przy TCNK, mimo wszystko.
W łóżku, odjąwszy TCNK, jest zdecydowanie więcej miejsca, co obu kotom niezwykle odpowiada.
Zdecydowanie więcej czasu spędzam znów przed komputerem, co znaczy częstszą możliwość polowania na kursor oraz zasiadania na klawiaturze, tudzież pakowania się między mnie a ekran, bo Kota bardziej interesuje przecież screen niż mnie.
Jest też wieczorami więcej miejsca na kanapie, co szczególnie cieszy Liliową, która zimowo rozrósłszy się, do spokojnego odpoczynku przy wieczornym filmie potrzebuje CAŁEJ JEDNEJ oparciowej poduszki.
Kot William poczuł się znowu jedynym mężczyzną w naszym trzygłowym stadku i przypisawszy sobie splendor samca puszy się, wypręża pierś egzotyczną i jodłuje dumnie.
Żeby nie było, że tylko koty plusy znalazły – usypia mnie mruczenie, nie chrapanie, budzi mnie mruczenie, nie chrapanie, nocne rozpychanie się brytyjsko – egzotyczne, mniej jest upierdliwe niż rozpychanie się sporych rozmiarów TCNK.
I rzecz najważniejsza – nasze mieszkanie wreszcie znowu pachnie, a nie śmierdzi fajkami. TCNK kalał bowiem kuchnię dziesiątkami nikotynowych killerów. W związku z ostatnim i najmocniejszym argumentem, focha będziemy mieli dopóki nie zrobi się ciepło i nie wystawimy popielniczki na balkon. Howgh.